Naturalny podkład w płynie Sante i moja opinia

Sprawdzasz, dotykasz, nosisz, zmywasz, rozprowadzasz, oglądasz i na samym końcu stwierdzasz. Stwierdzasz, czy to ideał, czy może kolejne nieporozumienie z Twoją skórą. Tak mniej więcej wygląda “praca” urodowej blogerki, która stara się jak najlepiej opowiedzieć Wam historię jednego kosmetyku… Dzisiaj padło na wdzięczny i niezastąpiony produkt w naszej kosmetyczce, ale czy w tym przypadku możemy mówić o wdzięczności? Przekonaj się, czytając dzisiejszy wpis.

 

Naturalny podkład w płynie Sante i moja opinia

 

Wiecie, od czego chciałabym zacząć ten wpis? Od tego, że niełatwo jest testować kolorowe kosmetyki do twarzy. Jeśli mam wyrazić swoją opinię na temat danego kosmetyku, testuję go w każdej sytuacji i każdych warunkach. No mercy.

W grę nie wchodzi nałożenie podkładu na 5 min i napisanie pięknej, pełnej “ochów i achów” recenzji. Testując dany produkt, moja skóra spędza z nim naprawdę sporo czasu, a ja chcę poznać jego właściwości z każdej możliwej strony.

Dobrze, ale o co chodzi z tą trudnością? Przede wszystkim o to, że nie każdy produkt zachowuje się i wygląda na twarzy tak, jak byśmy tego chcieli. Testując podkład, który w makijażu pełni niemal najważniejszą rolę (w końcu to podstawa każdego mejkapu), możemy się gorzko rozczarować finalnym wykończeniem.

Niemal zawsze sięgamy po te sprawdzone i przetestowane kosmetyki, prawda? 

A teraz wyobraź sobie, że podkład kupujesz w ciemno. Bez żadnych rekomendacji, bez znajomości marki, intuicyjnie podchodząc do odcienia. I tutaj wkraczają… urodowe blogerki, które nierzadko świetnie opiszą i sprawdzą w naszym imieniu produkt, który chcemy kupić. Tak, to między innymi dzięki tym wspaniałym dziewczynom jesteśmy w stanie poznać bliżej kosmetyki, które kradną nasze serca i portfele :).

Chciałam Wam tylko pokazać choć ułamek życia typowej urodowej maniaczki, która w zaciszu swojego domu skrzętnie dokonuje finalnej selekcji najlepszych perełek. Dzisiaj ja wcielam się w tego urodowego detektywa i skrzętnie przygotowuje dla Was sprawozdanie z analizy tego produktu.

To jak z tym podkładem Sante? Czy przypadł mi go gustu? 

I tak, i nie. Ma swoje wady, ale też nie jest całkowicie idealny. Po kolei, zacznę od plusów:

+ Pielęgnuje skórę. Wszystko za sprawą olejków w składzie. Mamy tutaj np. olej sojowy, jojoba, z nasion słonecznika, a także masło cupuacu. W połączeniu z treściwym kremem uważam, że tworzy zbyt grubą warstwę na skórze. Z tego też względu najlepiej używać czegoś lekkiego pod. Przy dwóch ciężkich kosmetykach podkład się warzy.

Pewnie Was zaskoczę, ale ta pielęgnacja ma też swój minus, o czym przekonałam się po dłuższym testowaniu produktu. Zawsze uważałam, że takie kosmetyczne duety (w tym przypadku kosmetyk do makijażu, który również pielęgnuje), to strzał w dziesiątkę. Nie zawsze tak musi być, o czym opowiem Wam już za moment.

Minusy:

– olejki zawarte w składzie kosmetyku utrudniają jego rozprowadzanie. Podkład jest ciężki, a przy rozprowadzaniu pozostawia bardzo nieestetyczne smugi na twarzy. Przy ich rozcieraniu podkład schodzi z twarzy, co również nie jest niczym fajnym.

– bardzo słabo kryje. Nie jestem zwolenniczką mocnego krycia na twarzy, wolę naturalne, lekkie makijaże, ale tutaj krycie mogłabym określić w skali 2/10. Podkład jest ledwo widoczny, wszystkie zaczerwienienia, drobne naczynka czy jakiekolwiek inne niedoskonałości skóry są widoczne.

– bez przypudrowania podkładu wyglądasz jak najbardziej połyskująca kreacja sylwestrowa. Akurat to kryterium jest zawsze u mnie priorytetem. Moja skóra ma tendencje do świecenie się, podkład Sante przyczynia się do podkreślenia tego mankamentu skóry.

– nietrwały – nakładam go rano, a po południu podkładu już nie ma. Przy lekkim dotknięciu skóry kosmetyk pozostaje na opuszkach palców, bardzo szybko się ściera.

– wchodzi w zakamarki skóry – z bliska wygląda to bardzo przeciętnie.

Podsumowując, z pewnością nie kupię kolejnego opakowania. Zbyt dużo ważnych cech produktu jest na minus, co zdecydowanie dyskwalifikuje tego zawodnika. Poszukiwania idealnego podkładu w płynie wśród naturalnych kosmetyków trwają dalej :). Mam nadzieję, że razem ze mną będziecie nadal śledzić przygody i losy nieznanych, nieodkrytych kosmetyków “perełek”.

Jaki podkład do twarzy obecnie stosujesz? Czy zdarzyło Ci się kupić taki, który totalnie się nie sprawdził i wylądował w koszu? Jestem ciekawa Twojej historii doboru podkładu 🙂 

 

Prev post: Jak kosmetyki zmieniły moje życie?Next post: Książkowe bestsellery kwietnia – moje TOP5

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Autorka bloga

Cześć! Super, że jesteś! AdaBloguje to miejsce stworzone z myślą o Tobie. Znajdziesz tutaj mnóstwo ciekawostek oraz nowości z kosmetycznego świata. Wszystko to opisane w lekkiej i przyjemnej formie, zapraszam.Więcej o mnie

Darmowy Ebook do pobrania
Ostatnio na blogu