Miłość do sportu od nowa. Czym on dla mnie jest w życiu/garść własnych doświadczeń i motywacji.

Kochani :). Nie samymi kosmetykami żyje człowiek, a zakładając bloga chciałam, żeby był on urodowo – lifestyle’owy. Może niektórzy z Was już zdążyli zauważyć, że zakładka lifestyle w górnym menu jest mocno zaniedbana. No cóż, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale mogę obiecać, że od czasu do czasu postaram się, żeby coś tam nowego wskoczyło. Dzisiaj chciałabym poruszyć temat sportu, który dla niektórych jest być może bardzo bliski, dla niektórych to taka mała abstrakcja. Dla mnie też kiedyś była, ale dziś to wygląda już całkiem inaczej. Podejście numer 456, ale życie bez prób i porażek to nie życie :).

 

 

Z natury jestem osobą szczupłą. Nigdy nie miałam problemów z nadwagą ani otyłością. Jak to typowa kobieta narzekam na boczki i wałeczek na brzuchu, ale to przecież też nie jest nic wielkiego. Taką prawdziwą, nie przymuszoną przygodę ze sportem rozpoczęłam na studiach. Kiedyś jedyną aktywnością fizyczną były dla mnie lekcje WF-u, do których nie pałałam wielką miłością. Zresztą, bagatelizowałam ten przedmiot i nie uważałam go za mega ważny w moim życiu. WF był narzucony odgórnie, a często też nie chciało mi się w nim uczestniczyć.
Tak jak już wspomniałam moja przygoda z aktywnością fizyczną rozpoczęła się na studiach. Wciągnęła mnie do tego moja przyjaciółka, która codziennie wieczorem wykonywała przez min.20 minut trening różnorodnych partii ciała. Pewnego dnia po jej namowach wzięłam ręcznik pod pachę i zaczęłam ćwiczyć razem z nią. Na drugi dzień czując niesamowity ból całego ciała (ach te zakwasy 🙂 przeklinałam w duchu, że w ogóle ćwiczyłam, bo „po co Ci to było, skoro teraz nie możesz nawet wstać z łóżka”. Ostatecznie się nie poddałam i ćwiczyłam, nie był to bardzo ciężki wysiłek, robiłyśmy typowy trening ABS, czasami też pośladki. Ćwiczyłyśmy ok. 2 miesiące i później nie wiedzieć czemu poddawałyśmy się i przestawałyśmy. Po dwóch miesiącach było widać pierwsze efekty, a my, widząc te rzeźbiące się brzuchy dawałyśmy sobie spokój. No cóż, brzuch się zrobił, taki już zostanie ;). Takich rozstań i powrotów miałyśmy naprawdę wiele. Później w pakiecie do ćwiczeń rozpoczęłyśmy zdrowe odżywianie. Efekty były coraz lepsze, treningi coraz intensywniejsze. Czułyśmy się znakomicie tego, że pot lał się strumieniami, a często też wracałyśmy zmęczone po całym dniu i zwyczajnie nam się nie chciało.
Kolejnym moim krokiem było bieganie. Starałam się biegać min. 2 razy w tygodniu. Szło mi naprawdę nieźle, trasy 7 kilometrowe pokonywałam z przyjemnością i łatwością. Ten sport cudownie wyrzeźbił i wysmuklił moje nogi. Po pewnym czasie również zaniechałam tej aktywności.

 

Mogłabym przytoczyć jeszcze kilka takich podejść do ćwiczeń, biegania i innych sportów, ale nie w tym rzecz :). Chciałabym Wam pokazać, że takie upadki są wliczone w nasze życie. To, że się poddaliśmy w żadnym wypadku nas nie przekreśla i nie możemy wychodzić z założenia, że już nie ma sensu zaczynać od nowa. Takie przekonanie dopadało mnie na za każdym razem. Mając pół roku przerwy naprawdę ciężko było się zmobilizować do podjęcia kolejnych kroków w ćwiczeniach.
W życiu ciągle zdaje sobie sprawę, że do czegoś trzeba dojrzeć, dorosnąć. Czasami patrząc wstecz mam wrażenie, że to wszystko było takie niedojrzałe, a człowiek był zbyt zachłanny. Nigdy nie ma tak, że osiągamy coś w przeciągu kilku chwil, minut, godzin czy dni. Na wszystko potrzebny jest czas, a on naprawdę wiele nas uczy.
Mimo tego, że tak wiele razy się poddałam nadal ćwiczę. Początek był ciężki i gwarantuję, że dla każdego taki będzie. Czuję, że dorosłam do tego wszystkiego, patrzę na to teraz  z całkiem innej perspektywy. Fakt, marzenie o wyrzeźbionym ciele nadal istnieje, ale teraz uprawiam sport dla zdrowia. Po prostu. Ćwiczę, bo kocham jeść i nie zawsze są to potrawy light. Staram się zdrowo odżywiać, ale czasami  zdarzy się również coś tłustego czy słodkiego.
Co mi daje sport w życiu?
To dla mnie doskonała przerwa i odskocznia od wszystkiego. To mimo wszystko odpoczynek i reset, choć ktoś mógłby na mnie popatrzeć i powiedzieć całkiem coś innego, bo przecież jestem zalana potem, ciężko oddycham i wyiskam siódme poty. Tak, kiedyś mogłabym powiedzieć, że to była katorga i w sumie to trochę się do tego zmuszałam, ale nie teraz. Tak jak wspomniałam, do tego trzeba dojrzeć. Ćwicząc uwielbiam patrzeć na pracę swojego ciała, na każdy ruch mięśni, który daje z siebie maksimum. Trening to najlepszy antydepresant. To chwilowe wyłączenie z życia, zapomnienie o wszystkim i po prostu zatopienie się w aktywności fizycznej.
Każdy z nas jest człowiekiem,  dlatego też zdaje sobie sprawę, że przede mną jeszcze niejedno potknięcie, ale co z tego? :). Ważne, żeby mieć siłę, odwagę i moc. Czasami nam się wydaje, że musimy postawić milowy krok do przodu, a później się okazuje, że to był malutki kroczek.
Pamiętajcie, że porażki to nie jest nic złego, one są wliczone w nasze życie i ich nie unikniemy. Najważniejsze jest to, żeby się nie poddawać i nie skreślać tego, co kiedyś  udało nam się dokonać. To wszystko jest na wyciągniecie ręki i Ty też dasz radę.
Pamiętaj o swoim zdrowiu. Życie masz tylko jedno, a 30 min. treningu dziennie to zaledwie namiastka całego dnia. Pomyśl jak Twoje ciało ucieszyłoby się ze zdrowego ruchu. To nie musi być intensywny trening, możesz wyciągnąć rower, rolki, pójść wieczorem na spacer, cokolwiek co wiąże się z aktywnością fizyczną. Pomyśl o Twojej starości, która będzie lustrzanym odbiciem tego, jak się odżywiałeś i dbałeś o swoje ciało.
Na koniec pozostawiłam najważniejszą myśl. To, że się poddajesz i walczysz jeśli chodzi o aktywność fizyczna ma również odbicie w życiu codziennym. Sport uczy naprawdę wielu wspaniałych cech i umiejętności. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, że możesz tak walczyć o osiągniecie postawionego celu, o swojej zawziętości i przekraczaniu granic. To wszystko ma później odbicie w życiu codziennym :).
Mam nadzieję, że wpis przypadł Wam do gustu :).
0

You might also like

  • wszedzie mnostwo inspiracji i motywacji ale brak mi systematycznosci 😀

  • ja teraz sie staram aby moje bieganie było systematyczne 🙂

  • ja wracam do biegania 🙂 tzn nigdy go jakoś nie porzuciłam ale intensywnośc treningów mniejsza i chcę to zmienić 🙂

  • Jak dla mnie najgorzej jest wyjść z domu .. Gdy siedzę i sobie myślę "a po co mam iść na sport, pada, nie chce mi się tra alallala" ale gdy już tam jestem, gdy już skończyłam trening to jestem tak ogromnie szczęśliwa i wtedy myślę sobie "ale Ty głupia jesteś bo chciałaś w domu zostać ";)