Zakupowe plany na 2015 rok. Makijaż + pielęgnacja włosów.

Notując skrupulatnie ostatnio moje plany zakupowe na 2015 rok pomyślałam sobie, że fajnie by było się Nimi z Wami podzielić. W tym roku postanowiłam troszeczkę powiększyć moją makijażową kosmetyczkę i spróbować czegoś nowego. Wiele rzeczy, które zakupiłam w 2014 roku sięgają już dna, dlatego nowy rok to najwyższy czas, aby nakreślić jakieś zakupowe plany. Po co planować? Dla mnie to bardzo wygodne. Jako że jestem osobą zapominalską takie listy to skarb. Nic nie zginie, nie przepadnie i nie będzie się plątać po głowie :). To co, zaczynamy? 🙂
MAKIJAŻ
1. Maybelline Instant Age Rewind (korektor wygładzający). Jestem z osób, które ciągle poszukują tego idealnego korektora do twarzy. Ten z Inglota o którym kiedyś już pisałam [klik] sprawdza się dobrze w roli kamuflażu jakiegoś pryszcza. Jeśli chodzi o użycie pod oczami – nie jest do tego stworzony. Roluje się w zakamarkach  skóry, brzydko świeci i nie pozostawia fajnego, matowego wykończenia. Zatem więc wielkie nadzieje pokładam w korektorze z Maybelline, o którym słyszałam dotąd tylko pochlebne opinie. Korektor świetnie nadaje się do nakładania na skórę wokół oczu,  a takiego mi właśnie potrzeba. Powinien zamaskować cienie pod oczami i stosunkowo długo się trzymać, bez efektu świecenia się i zbierania w załamaniach.
2. Paletka cieni Makeup Revolution I love naked chocolate. To zupełna nowość na rynku, która jeszcze nie jest dostępna w Polsce. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam te przepiękne odcienie brązów i beżów od razu wiedziałam, że powinna u mnie zagościć. Co prawda moja kosmetyczka nie powinna narzekać na brak brązowych odcieni, ale dla mnie są tak uniwersalne i tak przeze mnie lubiane, że mogę ich mieć jeszcze więcej. Bardzo dobrze się czuje z takimi kolorami na powiece, zwłaszcza, że świetnie się sprawdzają w makijażu codziennym. Ta paletka na pewno służyłaby mi dosyć często, kolory są neutralne, matowe i nie szalone. “Dziewczyny lubią brąz…” śpiewał Rynkowski, no i miał oczywiście rację! 🙂
3. Sleek Makeup Vintage Romance – to kolejna paletka, która chodziła za mną już w zeszłym roku. Niebywale eleganckie cienie, świetna i wręcz tajemnicza kolorystyka na pewno nie raz posłużyłaby mi podczas wieczorowych wyjść. W dzień stonowane brązy i beże,  w wieczór tajemnicze i uwodzicielskie fiolety. Tak jak już wspomniałam na początku, chciałabym przełamać trochę moje makijażowe stereotypy i wypróbować czegoś nowego. Myślę, że z tą paletką wyczarowałabym niejeden przepiękny i niebanalny makijaż.

 

4. Zestaw do konturowania twarzy Inglot – Bardzo lubię kosmetyki tej marki, dlatego też z ich kosmetycznych zasobów bardzo chętnie wypróbowałabym również ten zestaw. Do tej pory nie konturowałam twarzy, ale że widziałam efekt tego zabiegu i prezentuje się bardzo efektownie – również chciałabym go wypróbować. Potrzeba mi do tego “dobrego sprzętu”, a o tym z Inglota słyszałam wiele pozytywnego. Zależy mi na subtelnym, nie przerysowanym efekcie, który będzie dopełniał całość makijażu. Mam pewność, że jakość kosmetyków z Inglota jest w porządku, dlatego też wybór padł na tę właśnie paletę.
PIELĘGNACJA WŁOSÓW
5. Kallos odżywka do włosów – od razu mówię, że jeszcze nie mam dokładnie sprecyzowanych planów co do tego, jaką odżywkę wybrać z całej gamy. Może dziewczyny Wy mi jakieś polecicie? Ten mleczny odpada, bo dla mnie zbyt dużo protein i bałabym się o przeproteinowanie swoich włosów. Jako że każdemu myciu i olejowaniu moich włosów towarzyszy tzw. tuningowanie, taki litrowy kallos świetnie by się u mnie sprawdził jako bazowa odżywka. Wiele razy już chciałam go kupować (dwa razy miałam w koszyku) a ciągle miałam jakieś wątpliwości – jak to kobieta, do końca niezdecydowana.
6. Szczotka do modelowania włosów Olivia Garden. – To mój zakupowy must have od momentu wizyty u fryzjera w salone Trendy w Krakowie. Miałam tą wielką przyjemność skorzystać z bardzo fajnego vouchera na wybrany zabieg fryzjerski, który wygrałam na blogu u Kascysko. Nie chciałam ścinać włosów, końcówki regularnie podcinam w domu używając nożyczek fryzjerskich, dlatego też zdecydowałam się na zabieg pielęgnacyjny. Było rewelacyjnie, pierwszy raz moje włosy miały możliwość  skorzystania z profesjonalnej, fryzjerskiej sauny. Po całym zabiegu fryzjer idealnie wyprostował moje włosy przy użyciu suszarki i tej oto modelującej szczotki do włosów. Naprawdę byłam zdumiona, że tak świetny efekt gładkich, idealnie prostych włosów można uzyskać przy użyciu szczotki, a nie jak to zwykle  bywa prostownicy. Od fryzjera dostałam numer tego egzemplarza i w przyszłości na pewno zakupię to małe cudo :).
7. Olej z ze słodkich migdałów – jako że oleje są nieodzowną częścią pielęgnacji moich włosów, postanowiłam wypróbować czegoś nowego i padło na olej z pestek dyni. Żałuję, że nie kupiłam go ostatnio w Super-Pharm, bo widziałam, że był na promocji.

 

 

 

8. Olej z pestek dyni – tak samo  jak w przypadku oleju ze słodkich migdałów – nigdy go nie miałam i chciałabym wypróbować. Zdaje sobie sprawę, że nie każdy olej podejdzie moim włosom, ale nie ma lepszej i skuteczniejszej metody jak ta “prób i błędów”. Wiadomo, dla jednej osoby może być świetny i super się sprawdzi, dla drugiej może być totalnym niewypałem. Nie przekonam się dopóki sama nie spróbuję ;).
9. Mythic oil odżywczy olejek do włosów – coś, co mam nadzieję świetnie sprawdziłoby się na moich końcówkach. Olejek ma znakomity skład, wiele pozytywnych opini i same rekomendację. Cena jest trochę wysoka, ale z drugiej strony taka buteleczka wystarczyła by spokojnie na pół roku używania, a nawet więcej. Przez długi okres czasu (ponad rok) stosowałam jedwab z Green Pharmacy. Jest fajny, ale kolejna buteleczka okazuje się być nieszczelna. Już nieraz doświadczyłam zalanej kosmetyczki podczas podróży, co nikomu nie polecam, zwłaszcza gdy w grę wchodzą upaprane ciuchy. Do kupna tego olejku przemawia do mnie skład, mam nadzieję, że się sprawdzi.
10. Henna Khadi – chodzi za mną ostatni miesiąc jak piernik! W głowie ciągle kłębią się pytania “farbować, czy nie farbować?”. Coraz więcej przemawia za tym, że zafarbuję, choć z drugiej strony mi szkoda. Wiadomo, proces powrotu do naturalnego koloru trwa długo, a jakby mi się odwidziało, to już tak szybko nie będę mogła zmienić zdania. Nie martwię się tym, że farba zniszczyłaby mi włosy, mamy tutaj ziołowy skład i pielęgnacyjne składniki, ale gdy pojawi się odrost trzeba będzie już farbować cały czas. Ciągle rozważam “za” i “przeciw”, choć na razie więcej tych za.
Dziewczyny, a jakie są Wasze zakupowe plany na 2015 rok? Może wpadło Wam coś w oko z mojej listy? :)Zapominalskim przypominam o trwającym konkursie na  blogu [KLIK] :).

Prev post: Kosmetyki zamiast słodyczy? Moje styczniowe, “kosłodyczne” poczynania :).Next post: Pora przedstawić mój cały zespół! :)

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 × five =

Autorka bloga

Cześć! Super, że jesteś! AdaBloguje to miejsce stworzone z myślą o Tobie. Znajdziesz tutaj mnóstwo ciekawostek oraz nowości z kosmetycznego świata. Wszystko to opisane w lekkiej i przyjemnej formie, zapraszam.Więcej o mnie

Darmowy Ebook do pobrania
Ostatnio na blogu